[eM] [kar] [m!] [m!!] [aqg] [not] [wen] [juz] [juz*] [kaś] [eve] [!F!] 05.11.2010 :: 16:29 Mija rok. Siedząc w tym samym miejscu rok temu, nigdy nie spodziewałabym się,że tak się potoczy moje życie. Uważałam, że tamten porządek był jedyny i słuszny, mimo, że potrafiłam spostrzec kilka błędów w systemie. Nie chciałam zmian. Myślałam chyba nawet, że jestem szczęśliwa, choć bez burzy się nie obeszło. Tymczasem spoglądając wstecz, sama siebie podziwiam, że tak długo wytrzymałam w roli masochistki. Dzisiaj jestem wyzwolona, choć od czasu do czasu, dalej czuję te więzy ściskające moje gardło. Wtedy wpadam w panikę i odrzucam wszystko co może mnie zatrzymać. Jestem bardziej pewna siebie, decyzje podejmuję po faktycznym przemyśleniu wszystkich za i przeciw i calkiem nieźle na tym wychodzę. Ryzykuję więcej. Jeśli uśmiecham się, to zawsaze szczerze, a wybucham wyraźnie i intensywniej. Straciłam pewną dawkę bliskości. Straciłam miejsce, które zawsze było wyłącznie moje. czasem czuję się jak kloszard. Ale mam świadomość, że ten stan jest przejśćiowy. Zwiedziłam trochę więcej świata, przełamałam drzemiące we mnie słabości, pozbyłam się przeszłości, a farba już wyblakła. Czasem zastanawiam się co by było, gdybym tamtego wieczoru, nie odwróciła się od Ciebie i nie odeszła od tego wrzasku, hałasu, hipokryzji... Dziś pewnie to już nie ma najmniejszego znaczenia. Jestem zdrowsza o te kilka miesięcy świeższego powietrza i spokojniejszych myśli. A czas pokaże czy następnym razem, też będę w stanie tak zaryzykować. Komentuj (0) 18.12.2009 :: 15:06 o tym, że moje życie bardzo często serwuje mi sinusoidę emocjonalną, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Tak też jest i tym razem. Z wielkiego 'ała' wskoczyłam na 'mrrr' emocjonalne, a wszystko to przez zmianę położenia geograficznego. Delektuję się zimnem, które sprawia, że moje palce u stóp zaczynają skrzypieć, a te u rąk powoli przypominają zamarznięte parówki. Albo lepiej: pomarszczone papryczki chili! I nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przypominam powoli Rudolfa, przechodząc obok tego wielkiego przedpokojowego lustra.. :> Ale jak rozkosznie jest usadowić swoje zacne cztery litery, na krześle, które przeszło ze mną więcej niż Korn puszczany w słuchawkach kiepskiej jakości mp3, wpatrywać się w monitor, który sama za czasów świetności informatycznej [własnej, a jak;p] wybrałam i stukać w tę, nieważne, że nową, klawiaturę, która ani śni mnie irytować wydawaniem z siebie głośnych dźwięków:) a więc jestem! voila! Hiir ajem! cała i zdrowa! i zabawię tu przez najbliższych kilkadziesiąt godzin na pewno:) hell.yeah! Komentuj (0) 15.12.2009 :: 02:05 W wolnej chwili, wgryzam się we wspomnienia, są jeszcze takie świeże i pachnące. Wyraźne. Staram się zapamiętać każdą minutę a nawet sekundę. Przekupuję swój umysł, byleby tylko nie zechciał przypadkiem się zresetować. Gdybym umiała rysować... Gdybym umiała pisać..;> Szczęście? zaserwowane może być w różnej postaci. Obiektywnie, to nie mam się z czego cieszyć. Subiektywnie skaczę z radości pod sufit, uprzykrzając życie sąsiadom z góry. Raz, dwa, trzy.. Oddychaj głęboko. I obiecuję sobie, że nie będę się z nikim więcej o nic zakładać, nikogo do niczego przekonywać [samej siebie też nie mam zamiaru], prosić, bo wystarczy jedno zdanie, które odmienia bieg wydarzeń. W moim przypadku, musiałam się nagadać, ale efekty są co najmniej zadowalające, a co za tym idzie, Małgośka szczerzy zęby do wszystkich i wszystkiego co spotka na drodze, nuci piosenki mniej znane podczas przygotowywania kolacji i śpiewa pod prysznicem myląc szampon z żelem pod prysznic. Ale wszystko wróci do normy ;) mimo, że wylądowałam tym razem na cztery łapy, to są jeszcze sprawy, które wymagają nieco wkładu, zaangażowania, a przede wszystkim czasu, który tak chętnie spędziłabym na robieniu wielkiego nic;> Pees. Dwa jeden dla mnie. Zapracowanie, zapracowaniem, ale satysfakcja coraz częściej puka do drzwi. Jeszcze tylko ogarnę Plan A i będziecie proszę Państwa mogli mi gratulować! Komentuj (0) |